Popularny przekaz o mindfulness jest zwykle bardzo pozytywny. Kilka minut ciszy ma poprawiać uwagę, obniżać stres i pomagać w emocjach. W takim obrazie trudno zmieścić doświadczenie osoby, która po medytacji czuje większy lęk, derealizację albo przytłaczające wspomnienia.
Takie reakcje nie oznaczają, że medytacja jest niebezpieczna dla wszystkich. Oznaczają, że warto przestać traktować ją jak całkowicie neutralną czynność.
Badania opisują zdarzenia niepożądane
Farias i współpracownicy przeprowadzili przegląd badań dotyczących zdarzeń niepożądanych podczas praktyk medytacyjnych i terapii opartych na medytacji. Autorzy znaleźli raporty między innymi lęku, obniżonego nastroju i nietypowych doświadczeń poznawczych.
Podawanie jednej liczby jako precyzyjnego ryzyka dla każdego byłoby jednak mylące. Badania bardzo różniły się sposobem zbierania informacji, rodzajem praktyki i grupą uczestników.
Najważniejszy wniosek brzmi: nie należy zakładać zerowego ryzyka tylko dlatego, że praktyka jest popularna i niefarmakologiczna.
Dyskomfort nie jest automatycznie skutkiem niepożądanym
Nuda, chwilowy niepokój albo zauważenie napięcia mogą być zwykłą częścią praktyki. Z drugiej strony intensywne i utrzymujące się pogorszenie funkcjonowania wymaga innego podejścia.
Nie ma sensu stosować reguły „im gorzej, tym bardziej trzeba siedzieć”.
Szczególnej ostrożności wymaga intensywna praktyka
Kilkuminutowa praktyka z aplikacją i wielogodzinne odosobnienie medytacyjne to bardzo różne ekspozycje. Liczba godzin, brak snu, cisza, post lub inne elementy retreatu mogą zmieniać doświadczenie.
Wyników jednego rodzaju praktyki nie należy automatycznie przenosić na drugi.
Oddech i ciało mogą być trudną kotwicą
Dla osoby z napadami paniki bardzo uważne śledzenie oddechu może zwiększyć skupienie na sygnałach, których się boi. U osoby z historią traumy zamknięcie oczu i wejście w doznania ciała może być zbyt intensywne.
Alternatywą może być praktyka z otwartymi oczami, chodzenie, skupienie na dźwiękach albo kontakt z otoczeniem.
Prowadzący powinien móc przyjąć informację o trudnościach
Jeśli instruktor interpretuje każdą trudną reakcję jako „opór ego”, „oczyszczanie” albo dowód, że praktyka działa, odbiera uczestnikowi możliwość bezpiecznej oceny własnego stanu.
Dobry program powinien dopuszczać modyfikację, przerwę i skierowanie do odpowiedniej pomocy.
Kiedy przerwać i szukać pomocy
Jeżeli praktyka wyraźnie nasila objawy psychotyczne, silną dysocjację, myśli samobójcze, panikę albo prowadzi do utraty zdolności normalnego funkcjonowania, nie jest to sytuacja do samodzielnego „przemedytowania”. Potrzebna jest odpowiednia ocena i bezpieczeństwo.
W bezpośrednim zagrożeniu życia należy korzystać z pomocy ratunkowej.
To nie jest argument przeciw mindfulness
Każda realna interwencja ma granice. Uczciwe mówienie o nich zwiększa bezpieczeństwo i pozwala lepiej dobierać praktykę.
Problemem jest nie samo mindfulness, tylko przekaz, że skoro coś jest naturalne, spokojne i niefarmakologiczne, to nie może zaszkodzić.
Wniosek: nie ma dziś jednej wiarygodnej liczby opisującej ryzyko dla wszystkich form medytacji. Trudne reakcje są opisane w literaturze, a nowsze przeglądy pokazują bardzo szeroki zakres częstości zależny od definicji, sposobu pytania, intensywności praktyki i badanej grupy. Nie zawsze wiadomo też, czy chodzi o przejściowy dyskomfort, czy o utrzymującą się szkodę dla funkcjonowania.
Brak systematycznego pytania może zaniżać liczbę zgłoszeń
Jeżeli badanie pyta uczestników tylko o korzyści, trudne doświadczenia mogą zostać niewykryte. Farias i współpracownicy zwracają uwagę na różnice metodologiczne i brak jednolitego standardu raportowania zdarzeń niepożądanych.
Dlatego nie należy traktować jednej wartości procentowej jako precyzyjnego ryzyka. Ważniejszy jest fakt, że literatura opisuje możliwość pogorszenia i że badania powinny aktywnie o nią pytać.
Interpretacja trudnego doświadczenia ma znaczenie
Ta sama fala intensywnych emocji może zostać oceniona przez jedną osobę jako wartościowy wgląd, a przez inną jako destabilizująca. Sam opis doznań nie wystarcza. Liczy się nasilenie, czas trwania, wpływ na funkcjonowanie i bezpieczeństwo.
Prowadzący nie powinien narzucać uczestnikowi jednej duchowej interpretacji, jeśli ten mówi o realnym pogorszeniu.
Bezpieczeństwo nie jest tematem pobocznym
NCCIH podkreśla, że medytacja i mindfulness są zwykle uznawane za praktyki o niewielkim ryzyku, ale liczba badań systematycznie monitorujących działania niepożądane pozostaje ograniczona. W przeglądzie Fariasa i współpracowników obejmującym 83 badania oraz 6703 uczestników działania niepożądane zgłaszano w części badań; najczęściej opisywano między innymi nasilenie lęku lub obniżonego nastroju.
Nie oznacza to, że medytacja jest z definicji niebezpieczna. Oznacza natomiast, że zdanie „to naturalne, więc zawsze bezpieczne” jest zbyt mocne. Intensywność praktyki, stan psychiczny, wcześniejsze doświadczenia oraz sposób prowadzenia mogą mieć znaczenie.
Jeżeli podczas praktyki pojawia się wyraźne pogorszenie, silne pobudzenie, dezorientacja albo inne trudne objawy, rozsądne jest przerwanie ćwiczenia i potraktowanie tego sygnału poważnie, zamiast zakładać, że dyskomfort zawsze trzeba „przesiedzieć”.